Inne kosmetyki,  Uroda

Jak wygrać z trądzikiem? – Skinoren

Cześć! Czy borykałeś się kiedykolwiek z trądzikiem? Nie? To widocznie jesteś tym szczęściarzem, który nigdy w życiu go nie będzie miał. Choć nie jest to zagwarantowane. Coraz więcej nie tylko nastolatków, ale i dorosłych ludzi boryka się z tym problemem. Jest to związane z dużą ilością przetworzonego jedzenia i zanieczyszczeniem środowiska. Jeśli chcesz poznać moją historię i sposób w jaki wygrałam z trądzikiem zapraszam do przeczytania posta.


MOJA HISTORIA


Moja historia zaczyna się niepozornie. Przez całe nastoletnie życie (gimnazjum i liceum) miewałam sporadycznie pojedyncze krosty. Poza tym moja skóra była niczym pupa niemowlaka. Gładka i piękna. Problemy zaczęły się pojawiać na studiach. Zaczęłam mieć wysyp nieprzyjaciół niczym z horroru dla nastolatków – powierzchnia księżyca mogła się schować na tę ciemniejszą stronę, której nie widzimy. Jedyne o czym marzyłam to zatuszowanie mojej twarzy, aby nikt nie wiedział o moim wstydliwym problemie.

Po 3 latach walki na własną rękę i analizach różnych czynników postanowiłam udać się do dermatologa po pomoc. Ręce mi już opadały, bo wszystkie porady z internetu nie działałby na mój problem. Zamiast poprawy widziałam jedynie nasilenie problemu. Zaczęły tworzyć się potężne podskórne wulkany, które okropnie bolały… Sama myśl o tym okresie przyprawia mnie o dreszcze.

Na wizytę nie czekałam długo, kilka miesięcy. Miałam nadzieję, że mi pomoże. Da jakiś krem, który jak magiczna różdżka zabierze mój problem. Jednak pierwsze pół roku stosowania mazideł przypisanych przez lekarza nie skutkowało poprawą. Delikatnie maskowało problem na krótki okres czasu. Dało mi to poważnie do myślenia.

Zaczęłam ponownie na własną rękę analizować swoje życie i szukać podejrzanego, który jest winny za stan mojej skóry. Po dodatkowych zajęciach na studiach i obejrzeniu filmu youtuberki Olur (link macie tutaj) gdzie wspomina jak soja wpłynęła na jej stan skórę zapaliła mi się czerwona lampka. Powiedziałam sama do siebie – “kochana, przecież Ty pijesz to od 3 lat zamiast mleka krowiego”. Zaczęłam zagłębiać ten temat i doszłam do wniosku, że prawdopodobnie soja wpływa w dużej, nawet bardzo dużej mierze na moją gospodarkę hormonalną. Podjęłam jakże męską decyzję i odstawiłam ją.

Dodatkowo dermatolog widząc, że dany krem nie daje efektów przypisał mi Skinoren. To był strzał w dziesiątkę – na moje krosty i przebarwienia jakie po nich zostawały!

Skinorem krem 30%


SKINOREN – DZIAŁANIE, CENA, GDZIE KUPIĆ


Skinoren nie jest pierwszym lepszym kremem dostępnym w drogerii. Jest to lek, którego skład bazuje na kwasie azelainowym. Można go kupić w aptekach. Dostępny jest w dwóch postaciach – kremu (20% kwasu) i żelu (15% kwasu). Przeznaczony jest dla osób  zmagających się z trądzikiem o słabym lub średnim stopniu nasilenia.

Kwas azelainowy występuje naturalnie w produktach pełnoziarnistych. Hamuje nadmierne rogowacenie naskórka, działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, przeciwłojotokowo. Wpływa też na przebarwienia poprzez ich wybielenie.

Jego cena waha się ok. 50 złotych. Ja swoją tubkę kupiłam za 40,99 zł na doz.pl, ale z tego co zauważyłam ostatnio cena wzrosła do 44,99 zł.


EFEKTY STOSOWANIA


Moja skóra jest bardzo wrażliwa i alergiczna. Nie trudno u mnie o wysypkę, suchość i łuszczenie. Dlatego dostałam zalecenie, aby stosować krem miejscowo, na zmiany raz dziennie – na wieczór.

Pierwsze dni aplikacji były dość bolesne. Skóra była zaczerwieniona w miejscu aplikacji i czułam delikatne mrowienie i szczypanie. Czasem pojawiało się też uczucie świądu. Ale byłam tak zdesperowana, że wolałam pocierpieć, niż przerwać kurację. Nie żałuję, ponieważ rano nie było już śladu na skórze.

Wyczytałam w internecie, że jest to naturalna obrona organizmu, który musi “przyzwyczaić się” do kwasu, jaki nakładamy na skórę.

Podczas pierwszych miesięcy stosowania kremu wyskakiwały mi pojedyncze nowe krostki. Tłumaczyłam sobie to “oczyszczaniem się skóry”.

Po trzech miesiącach regularnego stosowania zauważyłam pierwsze znaczne efekty – krostek było mniej, szybciej znikały, a stare ranki zaczęły się goić. Przebarwienia bledły.

Dziś mam tylko pojedyncze krostki i przebarwienia. Nadal stosuję krem Skinorem, choć w planach mam przetestowanie innego kremu z kwasem azelainowym – Acnederm, który jest bardzo podobny do Skinorenu, ale różni się substancjami pomocniczymi w składzie.

Niestety nie posiadam zdjęć mojej skóry przed kuracją. Ale uwierzcie mi, że nie było za pięknie. Krem dużo mi pomógł. Teraz już nie boję się wychodzić na dwór bez makijażu.



A jak to wygląda u Was? Stosowaliście kiedyś kwas azelainowy? A może zachęciłam Was do jego wypróbowania?

Zakręcona absolwentka studiów informatycznych. Na co dzień zajmuję się domem i swoim niesfornym wiecznym psim nastolatkiem. W wolnym czasie testuje kosmetyki, bloguję i spełniam swoje marzenia. Na blogu chciałabym przedstawić Wam mój sposób patrzenia na świat i zdrowie.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *